Tag

Nurburgring

Przeglądanie
Niedzielna giełda a na niej dawno nie widziany przedstawiciel japońskiej motoryzacji.
Nissan GTR Nismo
Silnik 3 799 cm3 V6
Moc 600 KM | 652 Nm
0-100 km/h – 2,7 sekundy
V max – 315 km/h
Przebieg 14 800 km
Rocznik 2017
Lokalizacja Kolbudy woj.pomorskie
Cena 639 000 PLN
Ktos ma ochotę na bliższe spotkania z japońska Godzillą od Nismo.
Z ciekawostek premiera GTR Nismo odbyła się podczas 24-godzinnego wyścigu na torze Nurburgring

Obserwując ogłoszenia z ostatniego tygodnia mam wrażenie że wielu właścicieli poprzednich GT3 postanowiło odświeżyć swój garaż i wystawiło swoje cacka na sprzedaż. Rzadko zdarza się sytuacja że w klika dni na giełdzie lądują trzy GT3 Lizard Green ale ja Was zaskoczę dziś nie będzie Porsche na giełdzie ale będzie nawiązanie do koloru

Bohaterem dzisiejszej giełdy jest limitowana wersja Audi R8 Jest to jeden z pięćdziesięciu wyprodukowanych samochodów dla uczczenia sukcesów Audi R8 LMS w serii wyścigowej 24 Hours on the Nürburgring. Ten tor jest nazywany „zielonym piekłem” (green hell) ze względu na specyfikę trasy przebiegającej w dużej mierze przez lasy, Audi wybrało ten sposób aby nazwać swój limitowany samochód.

Audi R8 edycja Green Hell
Silnik 5204 cm3 V10 performance
Moc 620 KM
0-100 km/h – 3.1 sekundy
V max – 331 km/h
Przebieg 6000 km
Rocznik 2020
Lokalizacja Katowice
Sprzedaje osoba prywatna
Cena 1 007 327 PLN

 

A45 wychodząc w serii jest już najmocniejszym dwulitrowcem na rynku, ale dla niektórych to za mało. Dlatego tez Panowie spod znaku trójzęba maja dal Was specjalna ofertę.

W skład ich pakietu wchodzą min.: nowe turbosprężarki, intercooler, kompletny układ wydechowy z DP, katami i GPF oraz układ dolotowy.

Co dzięki temu dostajemy?

  • 525 KM / 600 Nm
  • 0-100 w 3,4 sekundy
  • V-Max 324kmh

A to wszystko w legalnym, drogowym aucie. natomiast gdybyście chcieli bić rekordy w Zielonym Piekle. Przyda Wam tzw. “tracktool upgrade” czyli nowe zawieszenie, hamulce, usztywnione stabilizatory oraz klatka bezpieczeństwa która zajmuje miejsce tylnej kanapy.

Źródło: Posaidon

 

Wszyscy piszą o bagażniku, schowkach czy trochę kulejącym systemie infotainment.

Tak szczerze mówiąc, nie mam pojęcia jak Ci wszyscy ludzie mogą o tym wspominać. Po odpaleniu Włoskiej Koniczyny zwanej Stelvio Q, to wszystko traci znaczenie.

Osiągami podgryza auta kilkukrotnie droższe, prowadzi się jak osobówka, a napęd Q4 pozwala nam zapomnieć o braku trakcji i uślizgu kół. Jak już oswoimy się z mocą dostrzeżemy to czego na próżno szukać w Niemieckich konkurentach – Włoskiej Duszy. Duszy prawdziwych Włoch, super sportowych samochodów i mówiąc otwarcie Ferrari. Czemu akurat stajni z Maranello? Ponieważ uczestniczyli w projektowaniu silnika dla tego irracjonalnego SUVa. Dobra, by nie wprowadzać w błąd, Ferrari zaprzecza by uczestniczyło w projektowaniu tego silnika, ale podobieństw do ich konstrukcji V8 oraz V6tki od Maserati jest tyle, że do końca im nie wierzę.

Wracając do Stelvio. Podwójnie doładowane 2.9 V6 spod znaku koniczyny może się pochwalić bardzo fajnym 510 KM i 600Nm. Czemu fajne? Ponieważ moc jest rozwijana w rewelacyjnym zakresie obrotów tj. od 1,5 do 6,5 tysiąca obrotów. Dźwięk wydobywający się z poczwórnego układu wydechowego przestraszy niejednego przedszkolaka jak i spowoduje uśmiech na twarzy każdego fana motoryzacji. Dobra, oni wiedza czym są Alfy spod znaku Q, ale jeżeli podjeżdżasz pod rodzinny dom i Twoja Mama jest zachwycona tą symfonią wydobywającą się z wydechu to powiedzmy sobie szczerze. Jest coś na rzeczy.

 Jak to idzie? Jakie ma osiągi?

Kosmicznie, Stelvio Q pierwsze 100kmh łapie już w 3,9 sekundy, a wynik mógłby być jeszcze lepszy jeżeli Włosi dołożyli by opcję procedury startu. Prędkość maksymalna jest bliska nad świetlnej ponieważ ten całkiem spory SUV rozpędza się do 283 kmh i przy tym dalej prowadzi się jak pocisk.

 Doprawdy spędziłem z nią tylko jeden weekend, ale zdołała zdobyć moje serce, zaszczepić mi Włoską duszę i wysłać dwukrotnie do pizzerii na placka! Dlatego chciałem Wam opowiedzieć moja historię, historię jak środek na początku trochę  odstraszył, a potem dał się pokochać oraz idealnej włoskiej sylwetce która w przepięknym czerwonym lakierze Rosso Competicione zachwyciła niejedną duszę.

 Wsiadając do środka o sportowym charakterze nie pozwolą nam zapomnieć carbonowe fotel kubełkowe od Sparco, gruba kierownica wykończona Alcantarą i czarna podsufitka. Gdzie się nie obejrzycie zobaczycie najprawdziwszy z prawdziwych carbon. Jest na listwach dekoracyjnych, boczkach czy obudowach klamek, ba gdyby tego było mało znajdziecie go też na dźwigni zmiany biegów.  To co mnie ucieszyły to analogowe zegary, Alfa nie zdecydowała się na kolejny ekran tylko została przy klasyce. Obok tej klasyki mamy coś co zachwyci każdego, w kolumnie kierowniczej umieszczone zostały monstrualne łopatki do zmiany biegów, wykonane z najprawdziwszego aluminium które latem Cię parzy, a zimą przemarzają Ci do nich palce – no baja!

 To co wyróżnia wszystkie nowożytne Alfy Romeo to selektor trybów jazdy zwany DNA to właśnie na nim wybieramy pomiędzy 3 bądź 4 trybami jazdy:

  • D – dynamic
  • N – neutral
  • A – Advence Efficient

Oraz w naszej testowanej wersji Q mamy jeszcze magiczny tryb RACE w którym zmienia się wszystko.

Żadnym odkryciem nie będzie, jeżeli opowiem Wam co się dzieje po wybraniu każdego z powyższych trybów. Zmiany sztywności układu kierowniczego, reakcji na gaz, sztywności zawieszenia czy nawet mapy silnika to nic nowego.

Natomiast warto pochwalić inżynierów za fenomenalne wystrojenie zawieszenia. Bezwładność nadwozia czy przechyły boczne są praktycznie niewyczuwalne. Musimy też liczyć się z tym, że w trybie RACE jest naprawdę twardo.

 Testowane stelvio miało ceramiczny układ hamulcowy który mnie zachwycił, ale zachwycił mnie w codziennej jeździe. Jeździłem już kilkoma autami z takimi „heblami” i żaden z dotychczasowych pojazdów nie miał tak przyjaznego ceramicznego układu hamulcowego jak właśnie Stelvio Q. Poranne dogrzewanie, nie było uciążliwe, układ szybko łapał temperaturę robocza i nawet jazda w korku nie była katorga. Natomiast w momencie, kiedy dajemy się ponieść wodzom fantazji i używamy prawej nogi, możemy być pewni, że Stelvio hamuje właśnie wtedy kiedy chcemy.

 Za przeniesienie napędu na wszystkie odpowiada autorski napęd Alfy Romeo zwany Q4. Jest to hołd w kierunku klasycznej motoryzacji ponieważ większość mocy przekazywane jest na tylną oś i w razie potrzeby poprzez carbonowy wał napędowy dołączana jest oś przednia. Dzieje się to też za pośrednictwem jednosprzęgłowej skrzyni automatycznej od ZF – doskonale znanej z modeli BMW.

Dzięki takiej konfiguracji, Stelvio potrafi trochę pozamiatać „tyłkiem” ale w bardzo fajny i kontrolowany sposób. Ponieważ w sytuacjach podbramkowych przednia oś nas podciąga i wracamy na właściwe tory.

 Tym co najbardziej mnie urzekło w samym aucie to brak poczucia wielkości, wagi jak i całych gabarytów tego SUVa.

Wsiadając do niego czuje się bardziej jak w sportowym coupe, niż w całkiem sporym SUVie. Oczywiście ma na to wpływ bardzo bezpośredni układ kierowniczy, wnętrze którym nas otula czy zapas mocy pod pedałem. To właśnie te czynniki sprawiają, że ta Alfa jest wyjątkowa i połyka każdy zakręt w ten sposób, że wychodząc z niego szukasz kolejnego!

 Oczywiście mamy tu kilka niedociągnięć w iście Włoskim stylu, jak wspomniany system multimedialny któremu bliżej do zeszłej epoki, niż do standardów roku 2020. Drzwi mają tak małe schowki, że butelka 0,5 litra może zapomnieć, że się tam zmieści. Natomiast kamera cofania jakością przypomina mi mojego Sony Ericssona T68i (tak to było dawno), ale zapominam o tym. Zapomniałem o tym wszystkim, jak odchodząc od Stelvio oglądałem się trzykrotnie, jak ludzie się uśmiechali je widząc.

 Czy daje temu autu kciuk do góry?

Oczywiście! Od zawsze uwielbiałem nietuzinkowe auta, auta których ulice nie są pełne, ale takie dające radość z jazdy. Dokładnie to dostaje od Alfy Romeo Stelvio Q i dokładnie tego od niej oczekiwałem. Jako smaczek dodam, że przez weekend jeździłem jednym z rekordzistów na torze Nürburgring w kategorii SUV! Tak, to wielkie czerwone cielsko pokonało Zielone piekło w jedyne 7.51.7 !!! Czyli szybciej niż schodzące BMW M4.

 

Foto: Bartek Zabielski – www.zetlab.pl

Jesli szukasz małego piekielnie szybkiego potworka na drogi to dobrze sie zastanów i lepiej już dziś stań w kolejce bo Mini zapowiedziało tylko 3000 sztuk Mini John Cooper Works GP na rok modelowy 2020.

W ubiegły weekend Mini po raz pierwszy zaprezentowało JCW GP publiczności podczas 24-godzinnego weekendu na torze Nürburgring.

Pod maską nowego Mini JCW GP znajdzie sie czterocylindrowy silnik z turbodoładowaniem, który wytwarza moc 295 KM.

Uzupełnieniem tej mocy będą oczywiście szerokie otwarte wloty powietrza, duże obręcze kół ze stopów lekkich, charakterystyczne przednie i tylne fartuchy oraz mega wielki spojler dachowy.