Miszmasz

Miejski klimat Citroena C4 Cactus

Wsiadając do tego auta nie wiedziałem czego można się spodziewać. Podobno jest miejskim wojownikiem mimo tego, że jego najnowsza odsłona straciła to co było w nim najbardziej charakterystyczne – miastodoporne poduszki. Tak, mam na myśli te gumowe dokładki które tworzyły niepowtarzalny klimat tego auta.

Dostaję kluczyki, ruszam spod salonu na Radzymińskiej i prosto do centrum. Godzina 14 zobowiązuje – daleko nie ujeżdżam. Po chwili ląduję w korku, który towarzyszy mi do samego placu Bankowego. Ratunkiem dla tej patowej sytuacji jest konfiguracja testowanego modelu – automat. To oznacza, że będę mógł w spokoju zapoznać się z systemami pojazdu i pomyśleć nad ergonomią. Najpierw jazda. Mozolna, wolna, ciągle start i stop. Pierwsze wrażenie niestety było negatywne. Jednostka ma wprawdzie tylko 3 cylindry, ale w porównaniu do koncernu Renault, PSA nie zastosowało koła dwumasowego w tej konstrukcji i wyczuwalne są duże wibracje – to była pierwsza myśl. Po kilku dniach jazdy przyzwyczaiłem się do tego i już mi to tak bardzo nie przeszkadzało.

Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie spalanie, ponieważ przy tej mordędze Citroen Cactus spalił tylko 8,2 litra na 100 km, co uważam za naprawdę fajny wynik.
Ergonomia, bo tutaj zawsze Citroen był kontrowersyjny i miał swój pomysł na świat – jest dobrze, mamy wszystko pod ręką, ale to za sprawą najnowszych technologii. Nie ma przycisków, gałek czy pokręteł, jest za to tablet który całkiem sprawnie je zastępuje. Jeśli szukasz kolejnej stacji radiowej, chcesz zmienić ustawienia klimatyzacji, czy choćby sprawdzić spalanie to wszystko znajdziesz właśnie w nim. Niby żadna nowość, ale w aucie tej klasy się tego nie spodziewałem.

Interfejs – na szczęście po chwili udało mi się zmienić z pomarańczowego na czarno-czerwony (korespondujący z zegarami, ale o tym zaraz) i zaczął wyglądać tak jak powinien. Wszystko działa poprawnie, może nie jest turbo szybki, ale kompletnie nie przeszkadza to w użytkowaniu (pod warunkiem, że nie denerwuje Cię zmienianie temperatury czy piosenki na ekranie). 

Wspomniałem o zegarach, a bardziej wyświetlaczu który je zastępuje. Pierwsza myślą jak go zobaczyłem był McLaren 720s w trybie track (tak, wiem…) ale to dalej był Citroen. Muszę przyznać, że mimo wyrobionego zdania motoryzacyjnego, francuski producent był w stanie nauczyć mnie używać takich wskaźników i już się ich nie obawiam. Jest jednak jedno ale. BRAK obrotomierza. Muszę przyznać, że nie jestem w stanie bez niego egzystować i to jest dla mnie naprawdę irytująca rzecz.

Dobra, piszę o czymś, a zapomniałem przedstawić dzisiejszego bohatera. Tak, to Citroen C4 110 KM 3 cylindry 1200 cc plus automat. Staram się być obiektywny pamiętając, że ostatnio pod prawą nogą miałem 400 KM wykrzesane ze szwedzkiej hybrydy, a tu taka zmiana?

Teraz chwila szczerości. Nie chciałem tego auta dla osiągów, dlatego też nie będę się o nich wypowiadał. Do codziennego stania w korkach ten zestaw wystarcza. Co mnie zainteresowało? Układ zawieszenia, francuski atak na klasę wyższą, a niektórzy przebąkują, że najwyższą. Z czymś takim jeszcze nie miałem do czynienia. Można powiedzieć, że wiem jak czuł się Alladyn lecąc na swoim dywanie. Jest to jeden z pierwszych układów zawieszeń francuskiego producenta w którym użyto progresywnych poduszek hydraulicznych. Jeżeli choć trochę interesuje Cię specyfikacja techniczna tego rozwiązania to pięknie tłumaczą to tu => https://www.youtube.com/watch?v=ADAST0gmJzE.

Czym to skutkuje dla codziennego użytkownika tego auta? Na przykład tym, że nawet jak jeździłeś najlepszymi limuzynami dostępnymi na rynku, posiadającymi pneumatyczne zawieszenie i radar czytający drogę to docenisz to rozwiązanie. Nie czujesz dziur na drodze, nie wypadają Ci zęby, a Twój ulubiony shake truskawkowy z frytkami nie ląduje na Twoich kolanach gdy wyjeżdżasz z Mc Drive’a (potwierdzone info). C4 w cactusowej odmianie jest idealnym pojazdem do pokonywania miejskich nierówności czy garbów. Wszystko działa tak, że będąc przedstawicielem handlowym chciałbyś jeździć tylko tym autem.

Stylistyka? Tutaj nie ma co się oszukiwać, albo Ci się podoba albo nie. Mi najbardziej jest szkoda, ze zniknęły poduszki, ponieważ to właśnie one nadawały Cactusowi ten niepowtarzalny klimat i wygląd. Bryła tego auta potrafi zaskoczyć. Czemu zaskoczyć? Ponieważ ma kilka niespodziewanych załamań i mało oczywistych elementów, które dostrzegasz dopiero za którymś podejściem. To wszystko sprawia, ze angażujesz się w zdjęcia i się im przyglądasz. 

Mówiąc otwarcie, nie dawałem temu Cactusowi szans, a po tym weekendzie zaczynam mieć jakieś pozytywne odczucia.

Pod tym wpisem nie będzie komentarzy wpadaj na fejsa wilczka i tam podziel się opinią.