fbpx
News Test

Lexus LC500 – wymierający gatunek 456 konnego V8 i to bez turbo!

Japończycy od zawsze wybierali swoja własną drogę, ale jedno nigdy nie mogliśmy im zarzucić. W ich autach jest serce i to coś co Niemcy za pośrednictwem UE utracili. Dodatkowo pod maską naszego dzisiejszego bohatera drzemie prawdziwy dinozaur motoryzacji -> wolnossące V8 wykorzystujące.

Źle zacząłem, powinienem Wam go przedstawić. Oto Lexus LC500 i to „bez h” czyli ten nawiązujący do przeszłości, ale serwujący tę klasykę w nowoczesnym wydaniu. Jego stylistyka mimo upływu 4 lat od prezentacji dalej potrafi zachwycić, jest dostojna i zasługuje na uwagę każdego użytkownika drogi. Japończycy stworzyli auto ponad czasowe, które nie ma prawa jeszcze długo się znudzić. Pod prawą nogą drzemie 5.0 V8 pracujące w cyklu Atkinsona  i produkuje 464KM najprawdziwszych koni mechanicznych. Takich koni o których w erze turbo zapomnieliśmy i takich za którymi będziemy tęsknić. Po przejechaniu pierwszych kilometrów powiedziałem jedno:

„Wow zapomniałem jak fenomenalne są mocne wolnossące silniki benzynowe”

A z buzi nie schodził mi uśmiech gdy czułem te moc od najniższych obrotów i słuchałem dźwięku wydechu. Nie wiem czy wiecie, ale za ten dźwięk odpowiadali specjaliści z Yamaha, ale nie tej od samochodów tylko tej od sprzętu muzycznego! I wyszło to im rewelacyjnie, przy spokojnej jeździe auto mruczy, ale jak przekraczamy 5.500 rpm to dzieje się magia, ryk i to czego oczekujesz -> wrzask 8 cylindrów ❤

We wnętrzu urzekają mnie fotele które są mega sportowe, ale za razem komfortowe. W rękach trzymamy małe sportowe koło kierownicy, a patrzymy się na zegary inspirowane modelem LFA. Tak, mam na myśli ruchomy pierścień dostosowujący się do wybranego trybu jazdy. Wykonanie, spasowanie jak i same materiały są takie, ze większość (podkreślam większość) niemieckich odpowiedników może brać z nich przykład, a nie widziałem Amerykańskiego auta które mogło by się jakkolwiek do niej zbliżyć.  Jedna rzecz do mnie nie trafiła -> system multimedialny obsługiwany gładzikiem/myszką. To rozwiązanie wydaje mi się mało komfortowe, ale podobno można się do niego przyzwyczaić 😊

Na samym końcu chciałbym ogromnie podziękować salonowi Lexus Radość, bez Was nie moglibyśmy podziwiać poniższej galerii. Za zdjęcia odpowiadał niezastąpiony Bartek Zabielski (@zetlab).

Jak jest?

Pod tym wpisem nie będzie komentarzy wpadaj na fejsa wilczka i tam podziel się opinią.